poniedziałek, 13 lipca 2015

Pojednanie tylko z prawdą - referat z marszu pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej

Prezentujemy, dłuższy o kilkanaście dodatkowych zdań, tekst referatu wygłoszonego przez jednego z naszych działaczy podczas III Marszu pamięci o ofiarach rzezi wołyńskiej, zorganizowanego przez w Chełmie.

Ataki na ludność polską zdarzały się już w latach wcześniejszych do 1943 roku- warto wspomnieć o pacyfikacji wsi Obórki przez policję ukraińską w listopadzie roku poprzedniego. Były to jednak pojedyncze, niesystematyczne napady- prawdziwe piekło na Wołyniu zaczęło się na wiosnę 1943r. To właśnie wtedy, Ukraińcy zawiedzeni stosunkiem Niemców do planów utworzenia ukraińskiego państwa, zaczęli masowo występować z administracji i policji niemieckiej, w której wcześniej mieli znaczny udział. Zasilali oni szeregi UPA Stepana Bandery, a więc formacji zbrojnej od banderowskiej frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, znanej pod skrótem OUN-B. Była to najliczniejsza i najsilniejsza struktura nacjonalistyczna na Wołyniu. Głównym założeniem tej organizacji było wywołanie ogólnonarodowego powstania, którego celem miało być państwo ukraińskie, jednolite narodowościowo pod hasłem Ukraina dla Ukraińców. Niezbędnym do tego miało być oczyszczenie ziem, uznawanych przez banderowców za swoje, z ludności polskiej i żydowskiej. Wszyscy, którzy nie zgadzali się na przymusowe wysiedlenia, mieli zostać mordowani.

Za pierwszy masowy mord Ukraińców na Polakach uznaje się napad na wieś Parośla, dokonany 9 lutego 1943 r. przez tzw. bojówki bulbowskie, czyli oddziały partyzanckie, których twórcą był Maksym Boroweć ps. „Taras Bulba”. Oddziały te zostały potem siłą podporządkowane banderowcom. Najbardziej intensywny atak na Polaków nastąpił dokładnie w dzień, którego 72 rocznicę obchodzimy właśnie dziś. W nocy, z soboty na niedzielę 11 lipca 1943 r. Ukraińcy zaatakowali blisko 100 miejscowości na Wołyniu. Celem ataku byli wszyscy Polacy, bez względu na płeć czy wiek. Zazwyczaj napad wyglądał podobnie: banderowcy najpierw otaczali wioskę, następnie ludność była przepędzana ze swoich domów do centralnego miejsca w danej miejscowości, gdzie była mordowana. W międzyczasie cały dobytek życiowy Polaków był rabowany przez bandytów z UPA, gospodarstwa już splądrowane na koniec bywały podpalane. Bardzo często do ataków dochodziło w trakcie niedzielnych Mszy Świętych, nawet w samych kościołach. Ukraińcy mordowali tak, aby zadać jak największe cierpienie. Największym bestialstwem wykazywali się, również biorący udział w makabrze, chłopi. Zachęcani przez obwieszczenia Bandery głoszące „Śmierć Lachom (tak nazywano Polaków)”, dodatkowo pełni żądzy krwi, ponieważ ziemia po przepędzonej ludności miała przypaść w ich ręce, mordowali w sposób, jaki szokował nawet Niemców i Sowietów. Nie posiadali karabinów, ich bronią stały się siekiery czy też widły. Stąd wzięły się przypadki obcinania części ciała piłą mechaniczną, posypywania ran solą, nabijania noworodków właśnie na widły. Ukraińcy potrafili zakopać Polaków w ziemi do wysokości głowy i pozostawić ich samych sobie, wyłupywać im oczy, zamknąć choćby w kościołach i spalić żywcem. Lista brutalnych metod jest przerażająco długa i szokującym jest fakt, że coś takiego człowiek mógł zrobić człowiekowi, czasami sąsiad sąsiadowi, jak to bywało w przypadku rzezi wołyńskiej.

Zmasowany atak na Wołyniu trwał do 16 lipca, potem makabra przeniosła się do Galicji Wschodniej, mianowicie województwa lwowskiego, tarnopolskiego i stanisławowskiego. W dniach 28 – 31 sierpnia wymordowano ponad 8 tys. Polaków. Napady zdarzały się jeszcze w następnych miesiącach np. w lutym 1944 r. wieś Huta Pieniacka została zaatakowana przez nazistowską dywizję SS „Galizien”, złożoną z ukraińskich ochotników. Całkowita liczba ofiar rzezi Polaków nie jest pewna, ale ocenia się, że w latach 1943 – 1945 z rąk ukraińskich nacjonalistów śmierć poniosło aż 100 tys. Polaków, zaś 485 tys. naszych rodaków zostało zmuszonych do ucieczki na teren Polski centralnej. Mordy miały miejsce również na Chełmszczyźnie, gdzie zamordowano 2 tys. osób, a 60 tys. musiało uciekać. Trzeba również wspomnieć o ofiarach ukraińskich, osobach które nie chciały współpracować z UPA. Dzięki pomocy niektórych Ukraińców, takiej jak ostrzeżenia przed napadem czy wskazania drogi ucieczki, udało się uratować kilka tysięcy Polaków. Pomoc ta przez banderowców była traktowana jako kolaboracja z wrogiem i zdrada narodowa, dlatego nie zawahali się oni mordować również swoich rodaków.

Z przeprowadzonego jakiś czas temu sondażu wynika, że niemal 50 % Polaków nie wie nic na temat zbrodni wołyńskiej- ankietowani nie potrafili wskazać ofiar i sprawców tej makabry. Niestety obawiam się, że dane te są uzasadnione. Prawdę mówiąc, nie jestem sobie w stanie przypomnieć, czy sam uczyłem się na lekcjach historii o krwawych wydarzeniach sprzed 70 lat. Jeśli jakieś wzmianki się pojawiły, to były to pojedyncze zdania, które przeciętnemu uczniowi na pewno nie zapadły w pamięci. Program nauczania tego przedmiotu jest rozplanowany w taki sposób, że wydarzenia z XX wieku omawiane są zazwyczaj pod koniec roku szkolnego, kiedy nauczycielom zwyczajnie brakuje godzin lekcyjnych. Więcej czasu poświęca się np. na zwyczaje i kulturę w starożytnej Mezopotamii, co również jest istotne w wykształceniu światłego człowieka, ale przecież na pewno nie jest ważniejsze od wydarzeń z Wołynia, mających swój oddźwięk w czasach współczesnych. Podejrzewam, że więcej Polaków słyszało o pogromie w Jedwabnem; pewnie słyszało o Polakach mordujących żydów, a kto wgłębił się w temat ten wie, że za tą zbrodnią stoją Niemcy. „Wołyń”, jako masowe ludobójstwo na polskiej ludności nie za bardzo pasuje do retoryki, która z naszych rodaków czyni sprawców- sprawców Holocaustu, sprawców „polskich” w cudzysłowie obozów koncentracyjnych, a pewnie jak chcieliby jeszcze ukraińscy pseudo historycy- sprawców rzezi wołyńskiej.

Samo słowo „ludobójstwo” jest kluczowe dla masakry na Wołyniu. Nie ma co kręcić- to nie była „czystka etniczna o znamionach ludobójstwa”, jak to próbują pokrętnie określić pro-ukraińscy politycy. Trzeba to mówić głośno i wyraźnie- to było ludobójstwo. Zgadza się to z definicją ONZ-tu, nazywającą ludobójstwem „czyn dokonany w zamiarze zniszczenia w całości lub części grup narodowych (…) ”; również Instytut Pamięci Narodowej, prowadzone przez siebie śledztwa tyczące się tych wydarzeń nazywa właśnie ludobójstwem. Żenujące sceny obserwowaliśmy 2 lata temu, kiedy Sejm nie zgodził się na ustanowienie 11 lipca jako „Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej- Męczeństwa Kresowian” oraz umieszczenia w uchwale sejmowej słowa „ludobójstwo”. Znamienne były tutaj słowa jednego z byłych już ministrów, tego co za wszystko chciał przepraszać, które tą absurdalną decyzję motywowały tym, że- i tutaj cytat- „może to utrudnić europejską perspektywę Ukrainy”. Ukazuje to, że dla wielu polityków oderwanie Ukrainy od rosyjskich wpływów i działanie na rzecz unijnych interesów jest ważniejsze od historycznej prawdy. Niektórym nienawiść do Rosji przesłania nasz interes narodowy. I to nie tylko rządzącym-również zastanawiające było to, co wyprawiali na tzw. euromajdanie prezes pewnej, kreowanej na jedyną prawdziwie patriotyczną, partii oraz najpopularniejszy w mediach „antysystemowiec”, bohater ostatnich wyborów prezydenckich. Wątpliwym jest, czy wznoszenie okrzyków „Sława Ukrainie”, haseł przecież banderowskich, jest działaniem w polskim interesie.

Tym bardziej, że na Ukrainie za pro-europejskimi dążeniami stroją między innymi cieszący się tam niemałą popularnością nacjonaliści, odwołujący się wprost do postaci takich jak Bandera czy Roman Szuchewycz- główny dowódca UPA. Jakiś czas temu, dzięki ustawie wniesionej przez syna tego ostatniego, Jurija Szuchewycza, członkowie właśnie Ukraińskiej Powstańczej Armii zostali uznani za „bojowników o wolność Ukrainy”. Przyznano im uprawnienia kombatanckie, uważa się ich za bohaterów narodowych. W rocznicę urodzin Bandery czy też powstania UPA, w Kijowie i Lwowie organizuje się marsze, na których gromadzi się po kilka tysięcy, jak się oni sami określają, banderowców. Ku zadowoleniu władz tego drugiego miasta miała również miejsce specjalna kampania pod hasłem „Oni bronili Ukrainy”, propagująca ukraińskich ochotników ze wspomnianej już przeze mnie nazistowskiej dywizji SS „Galizien”. Dochodzi nawet do tego, że wysuwane są propozycje zmiany nazwy miasta Lwów na „Banderstadt”, jako kolebki ukraińskiego nacjonalizmu, choć lepiej byłoby powiedzieć szowinizmu. Przykładowo polski obóz nacjonalistyczny nigdy nie zakładał eksterminacji biologicznej innych grup narodowych, dlatego w żadnym wypadku nie można patrzeć na nacjonalistów przez pryzmat banderowców. Przykładów na odwoływanie się Ukrainców z np. partii Swoboda do morderców z UPA jest oczywiście znacznie więcej.

Pamięć o historii jest bardzo ważna dla każdego narodu. Może stać się ona jednak jeszcze bardziej wartościowa, jeśli będziemy potrafili przełożyć ją współczesność. Możemy sobie co roku przechodzić w kolejnych marszach pamięci, krzyczeć że rzeź wołyńska była ludobójstwem, myśleć że banderyzm to przeszłość. Tak jednak niestety nie jest. Słowa liderów ukraińskiego nacjonalizmu usprawiedliwiające ludobójstwo na Kresach, mówiące że „Wołyń to brednia”, stawiające znak równości między zaplanowaną eksterminacją a znacznie mniejszymi (popełnionymi pod wpływem emocji) akcjami odwetowymi z polskiej strony budzą niepokój. Oni są gotowi na wszystko. Może nie grożą nam w tej chwili bezpośrednie ataki od Ukraińców, ale Historia kołem się toczy i w przypadku konfliktu militarnego musimy zatroszczyć się o Polski Przemyśl, Polski Chełm.

jj56